Prof. Aleksander Noworól* jest autorem licznych strategii i opracowań dla gmin w Polsce. Z nami rozmawia o przygotowywanej Strategii Rozwoju dla Powiatu Bieruńsko-Lędzińskiego oraz gmin powiatu.
– Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie będą oferty pracy takiej jakości jak w górnictwie. Ale jednak będzie to praca. Ja widzę to pozytywnie – mówi w kontekście nieuchronnego zamykania kopalń w powiecie Noworól. Szans upatruje m.in. w powstającej trasie S1.
Rozmawiał Dominik Łaciak
Muszę powiedzieć, że z administracją Bierunia współpracuje od 10 lat, tworzyłem dwa programy rewitalizacji. Świetnie mi się tu pracuje.
Jako krakus jak pan postrzega nasz powiat, jakie wywołuje pierwsze skojarzenie?
Przede wszystkim kopalnia Piast, którą budowano, gdy studiowałem. Dziś jestem świadomy problemów związanych z dekarbonizacją. I jeszcze większy sąsiad Tychy i przemysł samochodowy.
Pytam, bo rzeczywistość gminną zna pan świetnie. Jeździ pan po Polsce i pisze strategie.
Pierwsza rzecz to zrozumieć, o co tutaj chodzi. Ważna jest atmosfera współpracy z administracją, która w Bieruniu czy powiecie bieruńsko-lędzińskim jest świetna. Ważna jest obecność społeczności, i tutaj mam dosyć różne doświadczenia, także z Bieruniem. No i ważne są te konteksty zewnętrzne, żyjemy w jakimś momencie historii.
Jaki to moment historyczny?
Jeżeli chodzi teraz o całą Polskę, ale w szczególności to dotyczy nas wszystkich, to jest kwestia takich trzech słów: zagrożenie, bezpieczeństwo, odporność. Te frazy nigdy w żadnych wcześniejszych strategiach tyle razy nie występowały. Tu oczywiście chodzi o sytuację geopolityczną, ale to pasuje również do problemu dekarbonizacji.
Która jest nieuchronna – kopalnie mają czas policzony na lata, Piast ma działać do 2035, a Ziemowit do 2037.
I to jest spore zagrożenie w sferze społecznej, wymagające konkretnych działań ze strony władz. W trakcie jednego ze spotkań na ten temat było wyraźnie mówione, że w KWK Piast pracują głównie ludzie z Małopolski (ok. 200 osób z powiatu bieruńsko-lędzińskiego). Natomiast w Lędzinach w kopalni pracuje więcej mieszkańców powiatu – około tysiąca osób. A więc mówimy o problemie, który dotknie 3-4 tysięcy osób, bo dodajmy do tego małżonków, dzieci…
W związku z tym problem ekonomiczny polega na tym, że koniecznością jest stworzenie alternatywy. A ta polega przede wszystkim na tworzeniu stref gospodarczych, wykorzystaniu trasy S1, zwiększeniu podaży na rynku pracy.
A jednak nie jesteśmy w latach 90. w Wałbrzychu, dziś rzeczywistość ekonomiczna w kraju jest zupełnie inna, bezrobocie w powiecie bieruńsko-lędzińskim praktycznie nie istnieje. Jest przeciwnie – mówimy wręcz o potrzebie ściągania osób do pracy, bo dławi nas kryzys demograficzny. Kopalnie nie są już takim centrum światów, jest inna praca.
Ten proces takiej transformacji gospodarczej jest zawsze trudny, bo to samo nie przychodzi. Wałbrzych został zamknięty, bo tam się już po prostu nie opłacało. A był to główny żywiciel w regionie, nie było alternatyw.
Mimo to uważam, że to, co robią gminy, czyli tworzenie propozycji stref aktywności gospodarczej, jest bardzo celowym i właściwym działaniem.
Te wszystkie strefy ekonomiczne są bardzo potrzebne, mimo tych oporów, bo tutaj mieliśmy jedno spotkanie na temat strefy w Bojszowach i było bardzo gorąco.
Ludzie wybudowali domy w Bojszowach, żeby mieszkać na wsi, a nie przy fabryce.
No ale wszędzie w Polsce, a nawet na świecie tak jest. W Krakowie tak samo, bo miasto się rozlewa.
Druga sprawa to problem oferty ekonomicznej, której towarzyszyłaby oferta mieszkaniowa. W naszej strategii kładziemy na to spory nacisk.
Czy skoro jest mocny nacisk, to oznacza, że w strategii jest zapis obligujący władze gmin, powiatu do budowy wielorodzinnej albo przyciągania deweloperów? Czy to jest pewna idea?
Jest to oczywiście idea, kierunek działania. Jednak jeśli się zgadzamy, że strategia jest po coś więcej, niż żeby ją stworzyć i zamknąć w szufladzie, to powinniśmy się spodziewać realizacji celów.
To ja zapytam bez kozery: czy gminy wdrażają w życie swoje strategie?
Z moich informacji na temat Bierunia wiem, że programy rewitalizacyjne są realizowane. A gdybym miał wrócić do rodzinnego Krakowa, który znam od podszewki, już w tej perspektywie 15-20 lat (bo po takim czasie można oceniać, czy zapisy strategiczne są realizowane), to tak.
Kiedy projektowaliśmy Kraków w latach 90., a byłem wtedy dyrektorem ds. strategii i rozwoju w Urzędzie Miasta, to było miasto z 35 tys. pracowników w hutnictwie. Dzisiaj jest to maksymalnie parę tys. osób, natomiast ponad 100 tys. pracuje w usługach międzynarodowych, globalnych korporacjach.
Pamiętam, jak ok. 1996 roku tańczyliśmy wokół Motoroli, która miała u nas zainwestować. Nastrój był taki, że zrobimy wszystko, żeby tutaj zostali. I pamiętam też, jak urzędnicy mówili: co? Chcą żebyśmy zbudowali tory? Przecież to nie jest zadanie miasta! Ale udało się, wystarczyło pomyśleć nieszablonowo, wyobrazić sobie inną rzeczywistość. Myśmy marzyli, żeby w Krakowie zaczęły pojawiać się firmy technologiczne.
Jeszcze w latach 90. pytaliśmy pracowników Huty Sendzimira (wcześniej Lenina), co będzie z hutą? Dominujący typ odpowiedzi był: huty nigdy nie zamkną. Dzisiaj skutki społeczne masowej redukcji zatrudnienia są takie, że to dzielnica odznaczająca się najniższym poziomem przedsiębiorczości. Gdy jakiś świat się kończy, jedni potrafią się adaptować, a drudzy nie potrafią zaakceptować zmian.
Dziś w Bieruniu czy Lędzinach również trudno wyobrazić sobie, że górnictwo miałoby się kiedyś skończyć. Cała lokalna symbolika i opowieść jest o wydobyciu czarnego złota. A widziałem obchody Barbórki w Dąbrowie Górniczej, gdzie mimo nazwy miasta górnictwa nie ma od prawie 30 lat! Surrealne doświadczenie.
Dlatego jest tu pole do wielkiego działania edukacyjnego, którego w Nowej Hucie nie było (lub nie zrobiono tego dostatecznie). Oczywiście czasy są takie, że nikt nie wie, co będzie się działo dalej.

Skoro sami nie wiemy, to co mogłyby zrobić ograniczone w swoich zadaniach samorządy?
Wie pan co, najprostsze rzeczy to są oczywiście roboty publiczne. Na przykład zacząć budować mieszkania. Ja tego tak wprost w strategii nie piszę, bo jak to wpiszemy do strategii i się to nie uda, to co to będzie za strategia? Ponadto strategia musi mieć pewien poziom ogólności, dawać możliwość manewru.
Na jednej z komisji powiatu pojawiły się głosy, że mamy wyrzucić ze strategii dekarbonizację i wszystko, co z nią związane, “bo my będziemy bronić kopalni”. Chcielibyśmy mieć taką moc sprawczą, to po pierwsze, a po drugie nasza strategia musi być spójna z wojewódzką, w której został opisany cały proces sprawiedliwej transformacji.
Interesuje mnie aspekt trasy S1, która ma być prawdziwym gamechangerem dla naszego “regionu”. W strategii sytuujecie ją przede wszystkim po stronie szans.
Tak, choć w trakcie jednej z dyskusji pojawił się pan, który twierdził, że to nieszczęście, bo ludzie będą przyjeżdżać tu do pracy, a mieszkańcy Bojszów czy Bierunia nie będą mieli gdzie pracować.
Czytaj też: Do Bielska w 20 minut? S1 pojedziemy do końca roku
A oczywiście będzie przeciwnie – dzięki S1 to mieszkańcy powiatu będą mieli bliżej do pracy w Katowicach, Sosnowcu czy Bielsku-Białej.
To oczywiste. A my w strategii zwracamy uwagę na jeszcze jeden atut tej trasy. Sugerujemy koncentrację aktywności gospodarczych i aktywności właśnie w rejonie S1, w pobliżu węzłów i dróg do nich prowadzących. To bardzo ważne, ponieważ jednym z zasadniczych problemu powiatu bieruńsko-lędzińskiego jest rozproszenie zabudowy.

Tu kawałek miasta, tu znowu trochę zielonego, jakiś domek, trawnik, a tu market. Może i z punktu widzenia Kowalskiego to może mieć swoje plusy, ale biorąc pod uwagę usługi publiczne to jest fatalne. Z punktu widzenia środowiskowego to też niedobrze i nieefektywnie.
Rozwiązaniem jest zintegrowane planowanie, czyli konkretny model struktury funkcjonalno-przestrzennej. Plany ogólne dla poszczególnych gmin powstają oddzielnie, a chodzi o to, żeby patrzeć na powiat jak na całość. I nie domek pod drzewkiem, ale przy ciągach komunikacyjnych, w zwartej zabudowie, aby jakość usług komunalnych była i lepsza, i tańsza.
Póki co ciężko dojechać autobusem z Bierunia do Lędzin.
Z ankiet mieszkańców wynika, że kwestia transportu publicznego jest jedną z najgorzej ocenianych przez mieszkańców.
Jeżeli chodzi o transport, duży nacisk kładziemy na to, żeby stworzyć tak zwane centra lokalne. Żeby można było dojechać np. rowerem czy samochodem, a dalej przesiąść się do środka komunikacji miejskiej.
Postulujemy też poprawę układu transportu kolejowego, większa częstość przystanków, ale tu wiemy już, że to się dzieje i zmierza w dobrą stronę.
Porozmawialiśmy o zagrożeniach, to teraz o bezpieczeństwie.
Dodam, że wśród zagrożeń zidentyfikowaliśmy jeszcze kwestie klimatyczne, starzejące się społeczeństwo i skażenie środowiska naturalnego.
Problem bezpieczeństwa to w tej chwili przede wszystkim zabezpieczenie infrastruktury krytycznej. Do niedawna nie myśleliśmy o tym za wiele i w ogóle nie jesteśmy przygotowani np. na atak jądrowy, ale także zmasowane ataki dronami. W urzędzie można zrobić okólnik, wszyscy urzędnicy będą działać według schematu, ale to nie rozwiązuje problemu. Chodzi o to, żeby ludzie wiedzieli, jakie są procedury.
W bieruńskich warunkach lokalnych bezpieczeństwo to przede wszystkim ochrona przeciwpowodziowa.
W obecnych warunkach do powodzi dochodzą jeszcze podtopienia i powodzie błyskawiczne. Tu jest szereg rzeczy, które powinna robić administracja. Klimat regularnie się ociepla i jest mało osób, które w to nie wierzy. Naukowcy są jednak zgodni.
W parze z tymi problemami idzie niska jakość powietrza. Wymiana pieców węglowych to kolejny ważny temat, dotyczący właściwie całej Polski, a z którym w Krakowie akurat udało nam się wygrać.
Fatalnie wygląda również demografia naszego regionu.
Śląskie miasta się wyludniają dlatego, że nie są zbyt atrakcyjne, a społeczeństwo starzeje się. Ja nie wierzę w to, że kobiety da się przekupić za 500 czy 800 zł, żeby miały dzieci. Zawsze pytam studentek, ile by chciały pieniędzy, żeby mieć kolejne dziecko.
Niestety, tylko imigracja jest rozwiązaniem. Już dzisiaj imigranci wykonują prace, których nie chcą Polacy. Nie wiem, czy w powiecie działają ci dostawcy jedzenia, ale w Krakowie 90% to są osoby, które przybyły do Polski. Oni pracują na nasze emerytury, a przecież każdy chce mieć jakieś pieniądze na starość.
Na koniec: czy Lędziny, Bieruń podzielą los Wałbrzycha?
Uważam, że nie. Jak już mówiłem, to już nie ta skala zatrudnienia w górnictwie co kiedyś. Po drugie, budująca się S1 zbliży powiat bieruńsko-lędziński z największymi ośrodkami pracowniczymi w regionie. Po trzecie, S1 ściągnie zakłady, powstaną nowe strefy ekonomiczne. Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie będą oferty pracy takiej jakości jak w górnictwie. Ale jednak będzie to praca. Ja widzę to pozytywnie.
Dziękuję za rozmowę

*Prof. Aleksander Noworól – habilitowany w naukach technicznych w zakresie architektury i urbanistyki, specjalizuje się w zarządzaniu rozwojem terytorialnym. Praktyki zawodowe i edukację podyplomową odbywał we: Francji, Szwajcarii, Japonii, Wielkiej Brytanii, USA, Izraelu i Hiszpanii. W latach 1978-1998 był pracownikiem Politechniki Krakowskiej. Doktor nauk technicznych – od 1988. W okresie 1994-1998 – był dyrektorem Wydziału Strategii i Rozwoju Urzędu Miasta Krakowa. Stopnień dr. hab. w naukach technicznych otrzymał w 2000 r.
Jego zespół odpowiada za powstającą Strategię Rozwoju dla Powiatu Bieruńsko-Lędzińskiego oraz gmin powiatu.
