Bieruński ornitolog Mateusz Ledwoń* wraz z zespołem był odpowiedzialny za ornitologiczną inwentaryzację planowanego śladu S1. Nam opowiada także o pasji do ptaków i o tym, dlaczego stawy za groblą w Bieruniu są tak ciekawe.
Rozmawiał Dominik Łaciak
Jak to się stało, że zostałeś ornitologiem?
Jako dziecko dużo czasu spędzałem na wsi z kuzynami, którzy bardzo interesowali się ptakami. Dzięki wycieczkom do Jury Krakowsko-Częstochowskiej, gdzie u dziadków spędzaliśmy wakacje, zainteresowałem się ptakami.
Generalnie ludzie zainteresowani ptakami dzielą się dziś generalnie na ornitologów i ptasiarzy. Ci pierwsi pracują na uniwersytetach, piszą prace naukowe, często robią też inwentaryzacje przyrodnicze. Z kolei ptasiarze, z angielskiego birdwatchers, chodzą obserwować ptaki hobbystycznie. Udzielają się w tzw. nauce obywatelskiej, z angielskiego citizen science, ponieważ biorą udział na przykład w odnotowywaniu występowania ptaków za pomocą popularnych aplikacji eBird i Ornitho.pl, mają aplikacje do rejestracji głosów. To wzbierające na popularności hobby, które mogę polecić.
A jest co oglądać w bieruńsko-lędzińskim?
Każdy powiat ma swoje perełki. U nas, w Bieruniu, są to stawy za Walencinkiem. Tam są przede wszystkim ptaki wodno-błotne, które występują powszechnie na stawach karpiowych, ale w skali całego kraju są stosunkowo rzadkie. To na przykład chronione rzadkie gatunki czapli jak bąk czy bączek. Mamy tam lęgowe gęgawy, łyski, kokoszki, perkozki… W jednym miejscu można zobaczyć kilkadziesiąt gatunków ptaków wodno-błotnych.

Przejdźmy do zadań profesjonalnych. Na czym polega taka inwentaryzacja?
W związku z tym, że Polska wstąpiła jakiś czas temu do Unii Europejskiej, to przepisy spowodowały, że było i jest nadal duże zapotrzebowania na inwentaryzacje. O to właśnie zostaliśmy poproszeni w związku z planowanym przebiegiem S1.
Naszym zadaniem było w śladzie drogi, wraz z buforem, zinwentaryzować lęgowe gatunki rzadkie, chronione czy istotne z punktu widzenia obszarów Natury 2000. Nasze zadanie dotyczyło odcinka od Mysłowic aż do Brzeszcz.
Technicznie na czym to polega?
To jest po prostu taki pas, prostokąt, w obrębie którego trzeba te ptaki zinwentaryzować, czyli przejść ten teren. Z map wiemy, gdzie są korzystne środowiska, na przykład starodrzew czy tereny podmokłe, gdzie te rzadsze gatunki można spotkać. Wiadomo, że na polach będą występować ptaki bardziej pospolite, choć oczywiście tam też chodzimy.
W okresie lęgowym ptaki, przede wszystkim samce, oznaczają swoje terytoria i wabią samice, śpiewając. A więc w przypadku ptaków wróblowych przede wszystkim notuje się śpiewy. To znaczy nawet tych ptaków się nie widzi, tylko słyszy. Jeżeli samiec śpiewa, to można przyjąć, że w odległości kilkudziesięciu metrów ma gniazdo. Ale na przykład śpiew takiego gąsiorka jest mniej rozbudowany, rzadziej śpiewa, jego się przede wszystkim widzi.
Technicznie to dzielimy się pracą, to znaczy ustalamy metodykę i daty kontroli. W lesie zaczynamy o wiele wcześniej, czyli w kwietniu. Te daty muszą być w odpowiednich interwałach, czyli co tydzień albo co dwa. Kontrole na stawach robimy też w późniejszym okresie – w czerwcu i lipcu.
I wtedy wiemy na przykład, że na tym odcinku, na tym polu mamy trzy stanowiska gąsiorka, a na stawie kolonię ślepowrona, jeszcze na innym rybitwy białowąse. No więc patrzymy, jak droga przebiega, czy ta kolonia ślepowronów zostanie zniszczona, czy też nie?


Skąd macie pewność, że niczego nie pominiecie?
Zawsze coś się pominie, ale przejście trzy czy cztery razy daje tę gwarancję, że wykryje się 80-90% stanowisk. W sezonie lęgowym, który trwa w zależności od gatunku od kwietnia do czerwca, ptaki po prostu głośno śpiewają. Na marginesie: zauważ, że gdy pójdziesz do lasu w lipcu, to jest cisza. Las milczy.
Jakie ciekawe wnioski płyną z inwentaryzacji obszarów, po których pobiegnie S1?
Ciekawe jest to, że mimo tej naszej intensywnej, rozproszonej zabudowy, zakładów przemysłowych, osiedli, te takie perełki, czyli przede wszystkim stawy karpiowe, jakieś zapadliska pogórnicze, są wciśnięte pomiędzy. I one są bardzo, bardzo bogate pod względem przyrodniczym.
Nieprzypadkowo właśnie na stawach karpiowych w pobliżu Brzeszcz wytyczono obszar Natura 2000. To właśnie dla ochrony takich gatunków jak ślepowron, rybitwa białowąsa czy wspomnianego bączka.
Pierwotnie przecież tamtędy miała przebiegać ta droga. Inwestorowi mogło się wydawać, że po prostu puści tę drogę poza zabudowaniami, żeby nie wyburzać budynków i to będzie bez większej szkody. Okazało się, że bioróżnorodność stawów jest zbyt cenna, żeby to po prostu zasypać, zabudować, zniszczyć.
Natomiast obecny przebieg S1 został przez nas pozytywnie zaopiniowany. Oczywiście my byliśmy częścią większej całości, bo nam to zlecała większa firma z Warszawy.
Czyli ptakom nie przeszkadza sąsiedztwo drogi?
Ptaki w miarę dobrze reagują na hałas, to znaczy nie opuszczają miejsc lęgowych z jego powodu. Nawiasem mówiąc są ciekawe badania, że ptaki w mieście po prostu głośniej śpiewają. Ptaki bez problemu gniazdują np. przy liniach kolejowych. Jednak jeżeli mamy drogę, to mamy też kolizje z pojazdami czy ekranami. I to jest problem, bo sporo ptaków ginie w ten sposób.
Dlaczego akurat na stawach czy terenach podmokłych funkcjonują te rzadkie gatunki?
Wskutek rozwoju cywilizacyjnego od około 300 lat intensywnie likwidujemy obszary podmokłe, po prostu osuszamy mokradła, w tym czasie zniknęło około 80% z nich. Co ciekawe, mimo masowych wycinek w ostatnich czasach lasów mamy coraz więcej. Jednak wraz z intensyfikacją gospodarki leśnej, upraszczaniem struktury lasów, znikają charakterystyczne dla starych lasów ptaki.
Czy istnieje ptak charakterystyczny dla naszego regionu?
Gdybyśmy chcieli mówić o takim ptasim symbolu regionu, ale takiego trochę szerzej rozumianego, powiedzmy pogranicza Śląska i Małopolski, czyli Doliny Górnej Wisły, obszaru z licznymi stawami karpiowymi, od Zatora po Skoczów, to na pewno będzie to ślepowron. Czyli gatunek czapli, którego populacja z tego regionu stanowi ok. 80% populacji w Polsce. Najbliższe Bierunia kolonie znajdują się w okolicy Brzeszcz. Kolejnym ptasim symbolem Doliny Górnej Wisły mogłaby być rybitwa białowąsa, ptak budujący gniazda wśród roślin na tafli stawów karpiowych. Co druga polska rybitwa białowąsa gniazduje w Dolinie Górnej Wisły.
Wróćmy do ptasiarstwa z początku rozmowy. Gdybym chciał zacząć obserwację ptaków, to jak się do tego zabrać?
Dla wielu już obserwowanie ptaków w karmnikach jest bardzo ciekawe. Najlepiej zacząć od podstaw. Od tego, jakie ptaki żyją się w naszym bezpośrednim otoczeniu, nie trzeba od razu gdzieś wyjeżdżać. Na rynku w Bieruniu wróble podchodzą do stolika i żebrzą, na dachach kamienic zobaczymy kopciuszki i kawki, a nad naszymi głowami będą latać jerzyki.
Te słynne, które jedzą komary?
Z tymi komarami to mit. Jerzyki 80% życia spędzają wysoko powietrzu, więc mają z nimi po prostu nie po drodze.
Później nauczmy się odróżniać wróbla od mazurka. Mazurek ma tą czarną plamkę na
policzku, a wróbel samiec ma taką szarą czapeczkę.
[Rozmówca przerywa i wskazuje śpiew ptaka] Słyszysz? To kopciuszek się odzywa. Warto nauczyć się jego głosu.
A jeżeli przystaniemy na mostku dzielącym stawy za Walencinkiem, to natrafimy na rodziny gęgaw z młodymi. A to bardzo ciekawy gatunek, jeszcze kilkadziesiąt lat temu bardzo rzadki. Spotkamy kokoszki, łyski, kaczki albo błotniaka stawowego. A wieczorem przylecą nietoperze, które będą żerowały nad wodą.

Ile mamy w Polsce gatunków ptaków?
Mamy w Polsce ponad 470 gatunków stwierdzonych ptaków.
A orły? Można je gdzieś u nas spotkać?
Chodzi Ci o orła bielika? On jest coraz liczniejszy, ochrona dużo dała. Najbliższe lęgowiska znajdują się nad Jeziorem Goczałkowickim.
Dziękuję za rozmowę

* Dr hab. Mateusz Ledwoń, ornitolog w Polskiej Akademii Nauk pracujący w Instytucie Systematyki i Ewolucji Zwierząt

