Najpiękniejsza część S1 powstaje w górach, na samym południu Polski. Odcinek pomiędzy Przybędzą i Milówką, który omija Węgierską Górkę będzie miał 8,5 kilometra długości i poprowadzi nas prawie do granicy ze Słowacją. Będzie też jedną z najdroższych tras ekspresowych w Polsce.
Dwa tunele drogowe o długościach 1000 i 830 m, pięć estakad, w tym najdłuższa mierząca 940 m (wysoka na 31 m), trzy mosty drogowe i dwa węzły w Przybędzy i Milówce, i to wszystko nad odcinku zaledwie 8,5 kilometra.

Nic dziwnego, że na południu Polski powstaje jedna z najdroższych dróg ekspresowych w kraju – całość kontraktu opiewa na 1,4 mld zł, czyli 162 mln zł za kilometr.

Zaawansowanie prac przy budowie drogi ekspresowej S1 na odcinku Przybędza – Milówka przekracza już 90 procent. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad informuje, że trasa, realizowana od 2019 roku, zbliża się do końca. Wykonawca, konsorcjum firm Mirbud i Kobylarnia, deklaruje oddanie inwestycji do użytku pod koniec 2025 roku.
Górska przeprawa z komplikacjami
Budowa nie przebiegała bez problemów. Największe trudności pojawiły się podczas drążenia tuneli, kiedy wykonawca natrafił na nieprzewidziane warunki geologiczne. W jednym z tuneli doszło do lokalnego zawalenia górotworu, co wymusiło opracowanie nowej ekspertyzy i programu naprawczego. Prace trzeba było tymczasowo wstrzymać i zmodyfikować metody działania.
Zastosowana technologia drążenia, tzw. metoda austriacka (NATM), polega na selektywnym usuwaniu urobku przy użyciu materiałów wybuchowych. Po detonacji teren się zabezpiecza, a tunel wzmacnia odpowiednio dostosowaną obudową. To metoda używana zwłaszcza w trudnych warunkach górskich. Drążeniem zajmowała się słowacka firma Uranpres mająca doświadczenie w pracach górniczych.

Problemy z górotworem sprawiły, że konsorcjum zgłosiło roszczenia wobec GDDKiA – zarówno finansowe, jak i terminowe. Wykonawca podkreśla, że rzeczywiste warunki terenowe okazały się znacznie trudniejsze niż zakładano w dokumentacji przetargowej, co wymusiło kosztowne zmiany technologiczne.
Widoki przesłonią ekrany, ale przejazd ma być komfortowy
Choć trasa poprowadzona jest przez malownicze okolice Beskidów, kierowcy nie wszędzie będą mogli podziwiać widoki. Wzdłuż większej części odcinka powstają ekrany dźwiękochłonne, które mają chronić okolicznych mieszkańców i środowisko. Duża część z nich zostanie wykonana z przezroczystych materiałów, co pozwoli zachować choć częściowy kontakt z otoczeniem.
Na trasie dominuje niemal kilometrowa estakada o wysokości 31 metrów – to najwyższy punkt całej inwestycji. Dla porównania, najwyższa estakada w Polsce, powstająca na S19 między Jawornikiem a Babicą, sięga już 80 metrów, czyli wysokości 26-piętrowego wieżowca.


Wszystkie prace konstrukcyjne przy tunelach zostały już zakończone. Obecnie trwa ich wyposażanie: montowane są systemy wentylacji, oświetlenie, monitoring, urządzenia przeciwpożarowe i infrastruktura teleinformatyczna. Równolegle powstaje centrum zarządzania ruchem, które będzie obsługiwać także starszy tunel w Lalikach.
Na Słowację wciąż po jednym pasie
Choć w tunelach zaplanowano po dwa pasy ruchu w każdą stronę, za nimi kierowcy będą wjeżdżać na jednojezdniowy odcinek w kierunku granicy. Odcinek od Milówki do Zwardonia nie spełnia bowiem parametrów pełnej drogi ekspresowej. Mimo że na mapach to ekspresowa “S1”.
Teraz na tym odcinku odbywa się remont, za który odpowiada firma z… Chełmu Śląskiego. Podmiot Usługi Transportowo Drogowo Mostowe Jan Opitek z Chełmu Śląskiego naprawiają korpus drogowy na wysokości miejscowości Laliki (łącznie ok. 400 m), gdzie w wyniku opadów deszczu doszło do osunięcia muru oporowego oraz krawędzi jezdni. Problemy były już w roku 2019, ale remontu nie przeprowadzono z uwagi na to, że żaden z potencjalnych wykonawców nie zmieścił się w zakładanym budżecie.
Koszt tego remontu wyniesie ponad 17,7 mln zł i zakończy się w czerwcu.

Więcej zdjęć na stronie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (klik!)
(Red.), Fot. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad

